Drukuj
Odsłony: 4408

Kiedy już rodacy pożegnali elitę polskiej polityki z parą prezydencką na czele, którzy zginęli w tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem można było przystąpić do kolejnej rundy rozgrywek PLKnW.

Tym razem rywalem IKS-u był wrocławski Start. Zawodnicy z Konstancina mieli jeszcze w pamięci trudne potyczki z ekipą gości zarówno w pucharze jak i w lidze.

Jednak już po kilku minutach od pierwszego gwizdka, który zakłócił ciszę panującą w piaseczyńskiej arenie sportowych zmagań okazało się, że te obawy były jakże bardzo na wyrost. Nikt do obecnej chwili nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: czy to goście byli tak słabi czy IKS tak silny i zdeterminowany?? Nawet w rozgrywkach naszej rodzimej ligi, której do standardów zachodnich brakuje kilkanaście lat takie spotkania jak to, które w sobotni wieczór przyszło ze znudzeniem obserwować niezbyt licznie zgromadzonym kibicom zdarzają się bardzo rzadko.

W pierwszej kwarcie przycisk za pomocą, którego miano dodawać punkty dla przyjezdnych pozostał w bezruchu pokryty delikatną warstwą kurzu.
Wynik 30:0 zwiastował tylko jedno. Trener Makowski mógł posłać do boju buńczuczną jak zwykle na treningach oraz szyderczą w meczach, w których "nie idzie" - konstancińską młodzież.
Gdy na parkiecie pojawiła się elita IKS-owskiej ławki rozpoczął się prawdziwy spektakl.
Uśpieni wysokim prowadzeniem zawodnicy GTM-u w "radosnej koszykówce" w zatrważającym tempie trwonili wypracowaną przez ich starszych kolegów przewagę.
Z trybun dało się słyszeć komentarze, iż nie jest lepiej ale ... śmieszniej.

Beztroskę na boisku zakończył swoim wejściem jak zwykle niezawodny Tomasz Dobek.
Po raz kolejny okazuje się, że jego specjalnością są indywidualne akcje przez całe boisko. Tym razem ten doświadczony zawodnik zakończył swoją przebojowy rajd rzutem za 3,  przy którym bezradni goście aby zapobiec utracie kolejnych punktów ratowali się brutalnym faulem.

Na ostatnią minutę na parkiecie pojawił się niezawodny Patryk vel Bambus. Jak zwykle w pełni wywiązując się z założeń taktycznych.
Wynik 77:54 nie w pełni odzwierciedlał dyspozycję obu drużyn tego dnia.

Niedzielna potyczka bynajmniej nie zapowiadała powtórki z soboty.
Drużyna wrocławska postanowiła przeciwstawić się rywalom nie tylko w buńczucznych zapowiedziach. Pierwsza kwarta obrazowała, że ten plan przyjezdnym może się udać.
Do akcji wkroczył jednak trener gospodarzy, którego argumenty nie mogły nie trafić do  podopiecznych. Kilka minut wystarczyło aby sytuacja wróciła do stanu z dnia poprzedniego.

Ponownie na parkiecie zameldowali się zmiennicy, których zadaniem było utrzymanie prowadzenia do ostatniej syreny - co w efekcie końcowym udało im się zrealizować. Wynik 70:48, obwieścił wszystkim kolejne 4 punkty w ligowej tabeli dla IKS GTM Konstancin.

Dziękujemy za doping garstce kibiców, która zdecydowała się być z nami w ten weekend.
Do zobaczenia na kolejnych spotkaniach ligowych i nie tylko.

Najlepsze życzenia urodzinowe dla kapitana IKS Marka Kasprzaka, który "prowadzi nas" już kilkanaście lat!! Najlepszego!!

Autor tekstu: Karol Staręga