Drukuj
Odsłony: 10510

Pojedynki z KSN Warszawa mogły być rzeczywistą promocją "kulawej" koszykówki w stolicy.
Do ostatnich dni nie było wiadomo gdzie i kiedy zostaną rozegrane spotkania IKS-u z KSN-em. W pierwotnie zaplanowanym terminie drużyna warszawska odmówiła gry powołując się na punkt regulaminu stanowiący o prawie przełożenia potyczki z powodów powołania niektórych ich zawodników do kadry Polski w innych dyscyplinach.

Związek oczywiście potwierdził prawo warszawian do przełożenia spotkania.
Niestety to co się stało później niewiele miało wspólnego z zasadami i można nazwać zwykłą farsą. Drużyna konstancińska przedłożyła stołecznym kilka terminów i lokalizacji rozegrania dwumeczu. Maxymalnie elastyczni terminowo IKS-iacy nie potrafili osiągnąć konsensusu z potencjalnymi rywalami. Zawsze było to "coś" co "przeszkadzało" warszawianom.
Finalnie doszło do tego, że odgórnie został wyznaczony termin spotkań i nikogo z władnych tego sportu nie interesowało to, że ktoś z teamu IKS został powołany na zgrupowanie Kadry Narodowej. W przepychance dwóch teoretycznie równych-musi być ten tzw. równiejszy. Szkoda, że wygląda to jak potwierdzenie krążącej w lidze teorii: "wszyscy grają w kosza, a by było miło gdyby wygrał..."

Oba pojedynki to oczywiście dominacja zawodników Warszawy. Rozpędzeni vice mistrzowie Polski raz po raz dziurawili kosz graczy z Konstancina, a obroną na całym boisku przeciwko rezerwom podwarszawskiej drużyny wzbudzali szacunek i podziw wśród przypadkowo przybyłych na mecz gapiów. Koszykarze IKS-u podeszli do zawodów w sposób obojętny oddając mecze bez walki.

Wyniki meczów: 55:85 (12:26, 10:21, 21:25, 12:13) oraz 64:99 (17:26, 14:27, 11:28, 22:18).

 

Autor tekstu Karol Staręga